Informacje o filmie
John Rambo
- Rok: 2008
- Czas: 91 min.
- Grają: Sylvester Stallone, Julie Benz i Paul Schulze.
- Reżyseruje: Sylvester Stallone.

Ocena: 3/6



Obejrzałem najnowszego „Rambo” ze sporym kredytem zaufania. Stallone należy do aktorów, którzy nie tylko odklepują wykute formułki ze scenariusza, ale angażują się w produkcję. Przypomina mi się osoba Roberta Redforda, który reżyseruje, produkuje, pisze scenariusze, a czasem i gra w swoich filmach. Redford w swojej niedawno wypuszczonej „Ukrytej strategii” wypowiada się na temat konfliktów militarnych Ameryki. Jest to film z tezą. Stallone nie posuwa się do aż tak górnolotnych tematów, ale również traktuje swoje ostatnie filmy jako rozrachunkowe. „John Rambo” i „Rocky Balboa” to filmy będące swoistym epilogiem ikon oraz requiem aktora.
Najnowszy „Rambo” niewiele już ma wspólnego z bohaterem książki Davida Morrella. Brakuje też geniuszu Jamesa Camerona. Nie znajdziemy też żadnej autoironii. Czwarta odsłona jest tak naprawdę czysto autorską wizją tego bohatera, podobnie jak to było z „Mission: Impossible”, które z serialu o grupie zamienił się w film o jednym bohaterze.
Samo zakończenie całej historii nie ma absolutnie nic wspólnego z trylogią i ewidentnie wyczuwa się tu wizję Stallone. Poza tym brutalność, która po przeliczeniu wynosi 2.5 ofiary na jedną minutę filmu, została przez dystrybutorów podciągnięta do rangi atutu. Ale pomimo wszystkich minusów jakie widoczne są w tym filmie, spełnia on przypadkowo to samo zadanie co nie kiedyś „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza.
John Rambo stanął w szranki z birmańską juntą, przekreślając tym samym jakiekolwiek szanse na dystrybucje w tym kraju. Stallone w jednym z wywiadów przyznał się, że Birmę podsunęła mu redakcja magazynu „Soldier of Fortune”, do której zadzwonił, by dowiedzieć się, gdzie obecnie toczy się najbardziej nieludzki konflikt. Tym samym Hollywood postawiło swojego bohatera po stronie ciemiężonych Birmińczyków. W sumie dobrze się stało, bo pierwotna wersja zakładała walkę z afgańskim terroryzmem, a jakoś sobie nie wyobrażam prującego Rambo z koszulką „Vote for Bush”.

