Informacje o filmie
“Małe dzieci”
“Little Children”
- Rok: 2006
- Czas: 130 min.
- Grają: Kate Winslet, Patrick Wilson i Jennifer Connely.
- Reżyseruje: Todd Field.

Ocena: 5/6







Z wielką przyjemnością i żywym zainteresowaniem obejrzałem ekranizację powieści “Małe dzieci“. Tym bardziej, że w rewelacyjny sposób wkomponowano narratora w tło. Zwykle narracja spoza kadru jest irytująca i przyjęło się sądzić, iż świadczy ona o porażce scenarzystów. W tym przypadku brzmi bardzo naturalnie, podobnie jak to było z segmentem “Bastille” z filmu “Zakochany Paryż“.
Ze względu na osobę Patricka Wilsona, wciąż analizowałem ten film przez pryzmat mini serii “Anioły w Ameryce“. Formuła była zupełnie inna, ale wielowątkowość historii i pokaźne nawarstwienie problemów o charakterze seksualnym wydały mi się dziwnie znajome. Generalnie Patrick Wilson, pomimo dość skromnego dorobku aktorskiego, wybierał najczęściej mocno pokręcone historie. W aż czterech filmach z jego udziałem przewijał się wątek pedofilski, w tym jeden “Pułapka“, gdzie sam zagrał jego-się-powinno-wykastrować.
W przypadku tego filmu odtwórca roli pedofila dostał deszcz nagród, w tym również nominację do Oscara. Jednakże odniosłem wrażenie, iż ów wątek od początku miał za zadanie wprowadzać napięcie i niepokój. Chociaż czujemy dla tej postaci żal i współczucie to jednak brakuje tu tego irracjonalnego poczucia sympatii, jaką w przedziwny sposób wzbudzał Kevin Bacon, grając w “Zły dotyk” podobnie chorą postać.
Całą sympatię zgarniają tu Patrick Willson i Kate Winslet, którzy zagrali z o wiele większą empatią. I chociaż ich losy śledzimy na przestrzeni ponad dwóch godzin to jednak film pozostawia niedosyt. A sama historia nie zazębia się w aż taki klarowny sposób jak to było w przypadku “Magnolii“
Ocena: 4/6





Doskonały “przedmiejski” dramat, któryś już z rzędu obraz wykorzystujący przedmieścia amerykańskie nie tylko za tło, ale za żywego nieomal bohatera, który nadaje rytm opowieści. Podobnie jak w “American Beauty” czy “Arlington Road” nudna, odarta z przygody i fantazji amerykańska “suburbia” to katalizator ludzkich dramatów, nieszczęść czy uniesień. Nie da się jednak nie zauważyć, że dobre skądinąd, przeplecione historie szykanowanego pedofila i gorącego romansu młodych “dzieciatych” małżonków padają na glebę mocno już wyeksploatowaną (spora w tym zasługa na pewno “Gotowych na Wszystko“). Film ogląda się znakomicie, pointy obu historii są jednak odrobinę pozbawione wyrazu, tak jakby napięcie, które było misternie zbudowane przez pierwszą godzinę, zniknęło gdzieś w pogoni za happy endem. Nie zmienia to jednak faktu, że “Małe Dzieci” to kawałek doskonale wyreżyserowanego kina, które zachowuje tempo (dość powiedzieć że rzadko dwie godziny dramatu psychologicznego ogląda się tak lekko i bez wysiłku), ze znakomitymi rolami pierwszoplanowymi. Warto obejrzeć, bo myślę, że to jeden z ostatnich etapów zafascynowania amerykańskich filmowców gatunkiem “suburban drama” (ciekawostka – polecam wpisanie w Google tej frazy i przejrzenie, w ilu wynikach znajdziemy tytuł tego filmu.
Spis treści odcinka »
Newsy i linki:
- Producenci “Władcy Pierścieni” idą za ciosem. W 2009 premiera “Hobbita” w reżyserii Petera Weira.
- Była nowa trylogia “Gwiezdnych Wojen“, będzie nowa trylogia “Terminatora“.
- Startuje nowa telewizja internetowa “Joost” – najnowsze dziecko twórców Skype.
- Oksza poleca dobrze zapowiadającą się serię “The Tudors“.
Muzyka:
- .22 – “Pass It On“.
- Fumitaka Anzai – “Sad Sequence“.

