Ukłon wobec naszych znajomych z podcastu “Cafe Makabra“. Zamieszczamy odcinek, w którym wspólnie z Cortesem zapowiadali i omawiali filmy. Miłego słuchania.
Informacje o filmie
Nocny pociąg z mięsem
“Clive Barker’s Midnight Meat Train”
- Rok: 2008.
- Czas: 100 min.
- Grają: Bradley Cooper, Vinnie Jones, Roger Bart, Peter Jacobson, Brooke Shields i Ted Raimi.
- Reżyseruje: Ryuhei Kitamura.

Ocena: 4/6





Roman Bratny znany jest głównie dzięki jednej książce i niebywałemu talentowi do tytułów. Kiedy ekranizowano nowelę „Następny do raju” Marka Hłaski, Bratny zasugerował zmianę na „Baza ludzi umarłych”. Ten dość niecodzienny talent bardzo by się przydał w przypadku „Nocnego pociągu z mięsem”, ponieważ tytuł odrzuca na kilometr.
Najnowszy film Kitamury powstał na podstawie prozy Clive’a Barkera. Pisarz, chociaż sam scenariusza nie pisał, maczał palce w produkcji. Barker, znany widzom przede wszystkim z pierwszej części „Hellraisera”, stworzył nową miejską legendę, tym razem o rzeźniku z metra. Film, choć dość krwawy i miejscami niesmaczny, jest sporym orzeźwieniem po lawinie młodzieżowych thrillerów, gdzie skołowane nastolatki padają jak muchy.
Film oglądałem z dużym sentymentem. Nie wiem, czy był to efekt zamierzony, ale faktura obrazu i stylistyka zdjęć bardzo przypominała lata 80. W szczególności takie filmy jak „Metro”, „Predator 2” czy „Dziewięć i pół tygodnia”. To kolejny po „Indianie Jonesie” film sięgający po natchnienie dwie dekady wstecz. Duch tamtych lat jest tym bardziej odczuwalny, gdy na ekranie pojawia się Brooke Shields, gwiazda „Błękitnej laguny” i „Brendy Starr”.
Dobór obsady to kolejny duży atut tego filmu. Poza Shields pojawia się gapowaty Ted Raimi, który najwięcej grał u swojego brata Sama, Roger Bart - niezapomniana Carmen z „Producentów”, Peter Jacobson, który ostatnio produkuje się na planie serialu „Dr House” i w końcu Vinnie Jones, znany przede wszystkim z roli Kulozębnego Tony’ego. Jones bezsprzecznie jest aktorem charakterystycznym. Wieszcze mu karierę Borisa Karloffa, ponieważ nie wierzę, aby kiedykolwiek wyzwolił się od zaszufladkowania. Ale rola rzeźnika, przy jego nikłych zdolnościach aktorskich, wypada nad podziw naturalnie. Technika kamiennej twarzy rodem z „Terminatora” jest tu jak najbardziej na miejscu.
W „Azumi”, poprzednim filmie Kitamury, jest scena, gdzie mistrz szkoli asasynów. W pewnym momencie, każe im dobrać się w pary i wszyscy kierują się swoimi sympatiami. Mistrz rzuca hasło: „Zabić przeciwnika” i odchodzi. „Nocny pociąg z mięsem” opowiada o czymś bardzo podobnym. O poświęceniu praktycznie wszystkiego, żeby dotrzeć do celu. Bohatera „…pociągu…” trawi obsesja na punkcie rzeźnika, podobnie jak trawiła studentkę Helen Lyle na punkcie „Candymana”. Oba filmy są adaptacją prozy Barkera i ujawnia się tu pewna prawidłowość w jego twórczości. To jeden z wielu czynników, który wyróżnia te filmy na tle innych. Starannie rozbudowane postacie i skupienie uwagi nie tylko na wątku z dreszczykiem. To przywodzi na myśl „Psychozę” Hitchcocka, której początek nie miał nic wspólnego z psychopatą z motelu.
Podoba mi się przemiana bohatera, co we współczesnym kinie grozy jest zupełnie zapomniane. Jego niekonwencjonalne działanie jest świadectwem popadania w lekką paranoję. Spotkać się z tym można w powieści „Jonathan Strange i pan Norell”, gdzie pragnienie dotknięcia istoty magii, wiązało się właśnie z zaadaptowaniem w sobie pewnej cząstki szaleństwa.
„…pociąg…” nie jest tandetny, nie jest przewidywalny, ani nie jest szablonowy. Warto go obejrzeć, przymykając oczy na tytuł, ale domyślam się, że większość widzów będzie zawiedziona. Chociaż nieźle rozreklamowany, nie będzie hitem, nie wejdzie do klasyki gatunku, ani nie stanie się kultowy. Jest po prostu dobrym horrorem dla wąskiego grona odbiorców.
Ocena: 4/6





Impotencja intelektualna Amerykanów, jeśli chodzi o tworzenie ciekawych filmów z dziedziny ogólnie pojętego horroru, w ostatnich latach raczej cierpi na ogólne załamanie. Kryzys, chciałoby się rzec. Próby twórcze sprowadzają się do dwóch głównych ścieżek. Z jednej strony mamy sprawdzone, przeważnie udane produkcje kina obcego, zazwyczaj azjatyckiego - „Widmo”, „Krąg”, „Klątwa”, „[Rec]”, które są adaptowane na amerykański grunt. Przy okazji dokonuje się niemalże kastracji oryginalnej historii (azjatycki horror) czy wręcz stworzenie lustrzanej wersji filmu, gdzie nawet trailer wygląda właściwie identycznie co pierwowzór („[Rec]”). Z drugiej strony z kolei mamy myślenie “znamy co lubimy, lubimy co znamy”, czyli falę w kółko robionych remake’ów („Teksańska masakra…”, „Wzgórza mają oczy”, a już niedługo najpewniej i „Koszmar z Ulicy Wiązów”). Idąc więc na kolejny amerykański horror można śmiało wydedukować jaki charakter będzie miał film po samym tylko plakacie, czy krótkim trailerze.
W przypadku „Nocnego pociągu z mięsem” jest inaczej. Tutaj właściwie po samym tylko tytule można wydedukować o czym będzie film. I tu można by było postawić kropkę, bo po części taka jest prawda. W tym tytule jednak jest coś przewrotnego na wielu płaszczyznach. W końcu ironią losu jest, że jeden z ciekawszych tytułów ostatnich miesięcy produkcji amerykańskiej wyreżyserowany został przez azjatę (Ryûhei Kitamura), a historia zaczerpnięta została z brytyjskiej literatury grozy, bo z „Księgi krwi” Clive’a Barkera. Na dodatek film nie ma nic z suspensu jaki generują małe dziewczynki z twarzą zasłoniętą czarnymi włosami. Wręcz przeciwnie - historia wydaje się być prosta do bólu. Typowa rzeź. Tak bardzo typowa i bezpretensjonalna, że aż można ze spokojem odetchnąć nie czując żadnej presji intelektualnej. Nie ma tu (prawie) żadnych niewyjaśnionych zdarzeń, nie ma morderców w maskach hokejowych. Jest za to brudne miasto, fotograf szukający nowych tematów i psychopatyczny morderca w metrze. Miks bardzo udany, szczególnie jeśli podkreśli się, że cały mrok, a raczej urok, tej historii został ujęty w soczewce kamery dość zgrabnie.
W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że „Nocny pociąg z mięsem” wcale nie jest historią fotografa z kryzysem twórczym, nie jest to nawet historia mężczyzny, który wybiera ofiary, a następnie pozbawia je życia. Jest to być może historia o mieście, które samoistnie stworzyło takie charaktery i skrzyżowało ich ścieżki. Jakie podejście widz wybierze, będzie to film co najmniej dobry jeśli tylko zaakceptuje to co dzieje się na ekranie i nie da się otumanić stereotypowi horroru odnajdując w „Nocnym pociągu z mięsem” to, co mu najbardziej odpowiada w filmach grozy.
Spis treści odcinka »
Newsy i linki:
- Alvaro Augustin produkuje kolejny horror “Shiver“.
- Lance Henriksen gwiazdą “Tajemnicy Syriusza 2“.
- George A. Romero prezentuje nowe “Deadtime Stories“.
- “Koralina i tajemnicze drzwi” to kolejna, po “Gwiezdnym pyle“, ekranizacja prozy Neila Gaimana.
- Scenarzysta “Kochanie zmniejszyłem dzieciaki” objął pieczę nad indonezyjskim horrorem “Takut: Faces of Fear“.


