opublikowano - Mariusz Ruciński 11.06.2009
Zgodnie z zapowiedzią powracam do tematu najnowszej części Terminatora, którą miałem przyjemność wczoraj obejrzeć. Tak – mimo kilku większych uwag – przyjemność. Kibicowałem projektowi od początku, gdy udostępniony był jedynie blog twórców. Doceniam ich zaangażowanie, innowacyjność i poważne podejście do tematu. Film jest dobry. Ale…
Główny „problem” polega na tym, że James Cameron nakręciwszy drugą część Terminatora, podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Zbyt wysoko dla niedoświadczonych, acz ambitnych twórców. Kontynuowanie arcydzieł jest kuszące z czysto marketingowego punktu widzenia, jednak pod względem artystycznym jest wyjątkowo ryzykowne. Oczywiście zdarza się nakręcenie części trzymającej, bądź przewyższającej poziom oryginału. Udowodnił to chociażby sam Cameron prezentując „Aliens”, jednak do osiągnięcia takiego sukcesu potrzeba czegoś więcej niż chęci. Tego właśnie zabrakło McG. Czytaj dalej ‘Lista Connora’
opublikowano - Mariusz Ruciński 24.05.2009
Studio Disneya zaciekawiło mnie swoimi ostatnimi poczynaniami. Korporacja, która tak nikczemnie zabiła ideę wielkiego geniusza i prekursora, obecnie jakoby starała się wskrzesić jego ducha i wraca do korzeni filmografii. Już w tym roku ma witać nas „Oceans” (hołd dla „A true-life adventure”), „Princess and the Frog” (powrót do klasyki animacji), „The Boys: The Sherman Brotherss Story” (rozbudzenie dziecięcych wspomnień i ulubionych filmowych piosenek). Wszystkiemu towarzyszy aura nadchodzącej gali, wielkiego święta, radości i dumy.
Ciekaw jestem, dlaczego to robią. Uczczenie 75 rocznicy śmierci Walta Disneya mnie nie przekonuje. Nie wierzę w rocznice, tylko preteksty do określonych działań. Gdyby faktycznie nie było w tym wszystkim krzty hipokryzji, obniżonoby ceny biletów do Disneylandów, co przecież było w zamyśle ich wielkiego twórcy od samego początku. Może ma to być kolejny etap marketingowej sinusoidy? Może stabilizują swoją pozycję na coraz to bardziej konkurencyjnym rynku (klasyka kontra 3D)? Nie wiem.
Muszę jednak przyznać, że pośród masywu ostatnich, często dość żenujących produkcji, zabieg ujednolicenia i uszlachetnienia jakości jest pozytywny. Cieszyłbym się, gdyby studio faktycznie zaczęło zachwycać magią Walta Disneya, niedoścignionego mistrza i wizjonera. Poczekamy, zobaczymy…
opublikowano - admin 22.04.2009
Nie ignorujcie proszę czytania tego tekstu tylko dlatego, że nie znacie serialu o którym piszę. Boston Legal wczoraj się skończył, przynajmniej dla mnie (ostatni odcinek wyemitowano w USA już jakiś czas temu), a nostalgiczne westchnięcie jakie nastąpiło po obejrzeniu ostatniego odcinka ustąpiło nadziei. Nadziei, że kiedyś polska telewizja publiczna będzie miała na tyle jaj, wizji i czelności by zaprojektować serial, w którym w inteligentny i szczery sposób dyskutowane są problemy polityczne, społeczne i kulturowe, na wzór BL. Czytaj dalej ‘Wzywam do upolitycznienia telewizji’
opublikowano - Mariusz Ruciński 05.04.2009
Tegoroczne Oskary wydały mi się wyjątkowo… ambitne. Czerwony dywan nie cierpiał pustego ciężaru epickich megaprodukcji, wydawałoby się, charakterystycznych dla Hollywood. Widzimy „Happy Go Lucky”, „The Wrestler”, „Frozen River”, nietypowo animowany „Waltz With Bashir”. Czyżby powoli nadchodziła era obrazów niezależnych i niskonakładowych? Pośród przykładów jest jeszcze wyjątkowo niepozorny „The Visitor” w reżyserii Thomasa McCarthy’ego - producenta “Sideways”. Film miał niemalże zerową promocję, a obsadę bardzo „pozornie niepozorną”, gdzie nawet główną postać gra aktor najczęściej obsadzany w rolach drugoplanowych. Poruszanych jest tu jednak wiele istotnych kwestii, w tym politycznych. Obraz stawia ważne pytania. Czytaj dalej ‘Gra o życie’
opublikowano - Mariusz Ruciński 19.03.2009
Po upadku Skynetu nadeszła nuklearna pożoga. Ci, którzy przeżyli upadek cywilizacji zjednoczyli się pod przywództwem Johna Connora. Teraz jako opozycja walczą o przetrwanie nie mogąc pozwolić, by maszyny dokończyły dzieła zniszczenia.
Nadchodzącą, czwartą już część Terminatora, obserwuję od jakiegoś czasu. Pamiętam jak w zeszłym roku dostępny był jedynie blog prowadzony przez twórców. Nie ukrywam, że dało się w nim wyczuć potrzebę stworzenia obrazu wartościowego, szlachetnego, opartego na fabule dwójki, jednak oderwanego od dotychczasowego nurtu. „Dzień Sądu” to niekwestionowane arcydzieło i jak każde, wysoko stawia poprzeczkę potencjalnym następcom. Nie dość, że kolejny obraz musi dorównać poziomem, to jeszcze spełnić często wygórowane oczekiwania widowni. Zapowiadam, że gdy pojawię się na premierze, będzie to dla filmu prawdziwy dzień sądu. Czytaj dalej ‘Początek końca, czy ocalenie?’